Wewnętrzne dziecko i emocje które nosimy w sobie
O tym, dlaczego niektóre emocje wracają i jak możemy zacząć być bliżej siebie
Czasami sami nie wiemy, dlaczego reagujemy tak mocno.
Ktoś coś powie i nagle robi nam się przykro. Ktoś się od nas odsuwa i od razu pojawia się lęk. Ktoś nas krytykuje i czujemy, jakby wszystko w nas opadało.
A czasami jest zupełnie odwrotnie. Nie czujemy prawie nic. Zamykamy się. Nie chcemy rozmawiać.
„To nic.” „Dam sobie radę.” „Nie będę płakać.” „Muszę być silna.”
I bardzo często za tym wszystkim stoi coś, co zaczęło się dużo wcześniej. Jeszcze wtedy, kiedy byliśmy dziećmi.
Czym jest dla mnie wewnętrzne dziecko?
Dla mnie wewnętrzne dziecko to ta część nas, która pamięta, jak kiedyś się czuliśmy.
To nasze dawne emocje, potrzeby, lęki, smutek, chęć bycia zauważonym, przytulonym i wysłuchanym.
Jako dzieci nie zawsze potrafiliśmy powiedzieć, co się z nami dzieje. Nie zawsze umieliśmy powiedzieć: „Boję się”, „Jest mi smutno”, „Potrzebuję Cię”, „To mnie boli”.
Czasami słyszeliśmy: „Nie płacz”, „Nic się nie stało”, „Nie przesadzaj”, „Bądź grzeczna”, „Nie złość się”.
I wtedy bardzo szybko uczyliśmy się, że pewnych emocji lepiej nie pokazywać. Że trzeba je schować. Że trzeba sobie poradzić.
I później dorastamy
Mija wiele lat. Jesteśmy już dorośli. Mamy swoje życie, rodzinę, pracę, obowiązki. Ale pewne reakcje nadal z nami zostają.
Ktoś nas ignoruje i nagle czujemy się nieważni. Ktoś podnosi głos i ciało od razu się napina. Ktoś nas odrzuca i pojawia się ogromny smutek. Ktoś nas krytykuje i czujemy, jakbyśmy znowu byli małym dzieckiem, które zrobiło coś źle.
Dorota Kornytowska Przestrzeń Serca
I czasami nie chodzi tylko o to, co wydarzyło się teraz. Ta sytuacja po prostu dotknęła czegoś, co już wcześniej było w nas.
A co z emocjami, które kiedyś schowaliśmy?
Czasami mówimy o „zamrożonych emocjach”. Dla mnie oznacza to po prostu emocje, których kiedyś nie mogliśmy albo nie potrafiliśmy wyrazić.
Smutek, którego nie wypłakaliśmy. Złość, której nie wolno było pokazać. Strach, o którym nikomu nie powiedzieliśmy. Żal, który został gdzieś głęboko.
I później możemy przez lata żyć tak, jakby wszystko było w porządku. Ale ciało często pokazuje nam coś innego.
Napięcie. Ścisk w brzuchu. Zaciśnięta szczęka. Trudność z odpoczynkiem. Ciągła gotowość do działania. Poczucie, że cały czas trzeba być silnym.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy ból czy objaw ma związek z emocjami. Ale nasze ciało bardzo mocno reaguje na stres i napięcie.
Czasami warto się zatrzymać
Nie po to, żeby analizować całe swoje dzieciństwo. Nie po to, żeby szukać winnych. Tylko po to, żeby lepiej zrozumieć siebie.
Kiedy następnym razem jakaś sytuacja bardzo Cię poruszy, spróbuj na chwilę się zatrzymać i zapytać siebie:
Co ja teraz czuję?
Dlaczego to aż tak mnie zabolało?
Czy znam to uczucie?
Czy czułam się kiedyś podobnie?
Czego ja teraz potrzebuję?
Czasami odpowiedź będzie bardzo prosta: spokoju, przytulenia, odpoczynku, poczucia bezpieczeństwa, możliwości powiedzenia „nie” albo zwyczajnie tego, żeby ktoś powiedział: „Jestem przy Tobie”.
Przytul siebie
Może brzmi to bardzo prosto, ale czasami właśnie takich prostych rzeczy najbardziej nam brakuje.
Dorota Kornytowska Przestrzeń Serca
Usiądź spokojnie. Połóż dłonie na sercu albo obejmij się ramionami. Zamknij oczy. Poczuj swój oddech. I przez chwilę niczego od siebie nie wymagaj.
„Jestem przy Tobie.”
„Widzę Cię.”
„Możesz czuć to, co czujesz.”
„Nie musisz już wszystkiego dźwigać sama.”
„Jesteś ważna.”
Czasami mamy w sobie dużo miłości dla innych, a dla siebie zostawiamy jej najmniej. A przecież również siebie możemy nauczyć się kochać.
Nie tylko wtedy, kiedy wszystko nam wychodzi. Nie tylko wtedy, kiedy jesteśmy silni. Ale też wtedy, kiedy płaczemy, boimy się, jesteśmy zmęczeni albo czegoś nie potrafimy.
Pokochanie siebie nie zawsze zaczyna się od wielkich słów. Czasami zaczyna się właśnie od tego, że przestajemy być dla siebie surowi.
Możesz też spróbować krótkiej medytacji
Znajdź kilka minut tylko dla siebie.
Usiądź wygodnie. Zamknij oczy i spokojnie oddychaj.
Wyobraź sobie siebie jako małe dziecko. Nie musisz niczego wymuszać. Po prostu zobacz, co się pojawia.
Może zobaczysz siebie w konkretnym wieku. Może pojawi się jakieś wspomnienie. A może nie zobaczysz nic i poczujesz tylko emocję. To też jest w porządku.
Podejdź w wyobraźni do tej małej siebie. Usiądź obok. Przytul ją.
I zapytaj:
„Czego ode mnie potrzebujesz?”
Nie szukaj na siłę odpowiedzi. Po prostu zostań chwilę w ciszy.
Może pojawi się jedno słowo: „Spokoju”, „Miłości”, „Bezpieczeństwa”, „Przytulenia”, „Zostań ze mną”.
I wtedy spróbuj sobie to dać. Choćby przez kilka minut.
Dorota Kornytowska Przestrzeń Serca
Dzisiaj możemy dać sobie to, czego kiedyś zabrakło
Nie możemy wrócić do przeszłości i jej zmienić. Ale możemy inaczej zaopiekować się sobą dzisiaj.
Możemy pozwolić sobie płakać. Możemy powiedzieć, że coś nas boli. Możemy postawić granicę. Możemy odpocząć bez poczucia winy. Możemy przestać udowadniać, że cały czas jesteśmy silni.
Możemy mówić o swoich potrzebach. Możemy siebie przytulić. Możemy siebie pokochać.
I możemy być dla siebie bardziej łagodni.
Dla mnie właśnie na tym polega kontakt z wewnętrznym dzieckiem. Nie na rozdrapywaniu przeszłości. Tylko na zauważeniu tej części siebie, która być może przez wiele lat czekała, aż w końcu ktoś jej posłucha.
A dzisiaj tym kimś możemy być my sami.
Może warto więc na chwilę się zatrzymać, położyć dłoń na sercu i zapytać:
„Czego dziś potrzebuje ta mała część mnie?”
I tym razem jej nie uciszać. Nie mówić: „przesadzasz”. Nie mówić: „weź się w garść”.
Tylko zostać przy niej. Przytulić ją.
I powiedzieć:
„Jestem. Już Cię nie zostawię.”

